Drukuj  

P. Opoczyński - recenzje


źródło: Studia Judaica

Perec Opoczyński, Reportaże z warszawskiego getta
[w:] Studia Judaica 13:2010 nr 1(25); autor recenzji Sławomir Buryła

P e r e c O p o c z y ń s k i, Reportaże z warszawskiego getta, przeł. i oprac. Monika Polit, Warszawa: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów oraz Żydowski Instytut Historyczny 2009, ss. 200.

        Nim o samej książce, najpierw o serii „Biblioteka Świadectw Zagłady”. Powstała ona jako wspólne przedsięwzięcie Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN.

        Jak bowiem zaznaczają jej pomysłodawcy, w archiwach polskich nadal pozostaje dość dużo materiałów pamiętnikarskich i wspomnieniowych z „epoki pieców”. Czytamy w krótkiej nocie od wydawcy: „Biblioteka Świadectw Zagłady zrodziła się z przeświadczenia, iż pomimo różnych inicjatyw edytorskich wciąż zbyt mało tekstów, w stosunku do istniejących zasobów archiwalnych, zostało opublikowanych i udostępnionych czytelnikom. Zbyt mało wobec potrzeb badawczych i czytelniczych zainteresowań, a także wobec obecnym niemal w każdym ocalałym zapisie apeli, nakładających na nas wszystkich moralną powinność lektury”.

        Wchodzące w skład „Biblioteki Świadectw Zagłady” Reportaże z warszawskiego getta Pereca Opoczyńskiego są niepowtarzalne chociażbyz tego względu, że reprezentują nieliczny zbiór tekstów stricte literackich powstałych hic et nunc, w bezpośrednim czasowym i przestrzennymsąsiedztwie zdarzeń. Koresponduje to z wyznacznikami gatunkunakładającymi na autora obowiązek, aby ukazywał fakty „z pierwszejręki”, niejako relacjonował na bieżąco będąc ich naocznym świadkiem.

        Jeśli pominąć dzienniki tworzone przez amatorów (dzieci lub dorosłych),którymi kierowała bardziej chęć przekazania prawdy o świecie niż dbałośćo stronę artystyczną przedsięwzięcia, to pozostają nam diariusze polskichpisarzy. Tych, w których poświęcono trochę więcej miejsca losowiŻydów, jest niewiele. Wśród nich mamy arcydzieło, jak Dziennik czasu wojny i okupacji Zofii Nałkowskiej czy intrygujący Dziennik okupacyjny Stanisława Rembeka. Spośród innych przekazów prozatorskich utrwalonychna bieżąco najbardziej znany jest Wielki Tydzień Jerzego Andrzejewskiego,przejmująca wypowiedź My, Żydzi polscy... Juliana Tuwima oraz– znacznie mniej znane – Oczekiwanie Jerzego Broszkiewicza. Zapewnedałoby się jeszcze wymienić kilka tytułów: socrealizujące opowiadaniaz tomu Bestia Władysława Kowalskiego, zapomniany esej Tymona Terleckiego Alle Juden, raus...

        Monika Polit, autorka przekładu i opracowania edytorskiego (jidyszystka z Żydowskiego Instytutu Historycznego), zastanawiając się nad gatunkową proweniencją tekstów Opaczyńskiego, kwalifikuje je jako reportaże, ale zarazem opatruje ten fakt niezbędnym komentarzem. Opaczyński pozostaje więc wiernym tradycji reportażu wymagającej rzetelności w podejściu do zdarzeń, równocześnie – nie fałszując prawdziwości obrazu – uzupełnia go o elementy fikcjonalne. Przy czym fikcjonalność – zgodnie z etymologią tego pojęcia – nie oznacza bynajmniej fałszu, kłamstwa. Fikcjonalność równa się literackość. Kiedy czyta się Opoczyńskiego, można odnieść wrażenie, jakby owa literacka nadwyżka, z której znane były choćby reportaże Melchiora Wańkowicza, istniała nie w umyśle artysty, ale w opisywanym zjawisku. Opoczyński widzi bowiem rzeczywistość wielowymiarowo i umie o niej barwnie opowiadać (jeśli słowo barwnie jest tu odpowiednie). Tego postulatu zaś nie da się zrealizować bez minimalnych choćby umiejętności fabularyzowania i delikatnego „podbarwiania zdarzeń”.

        Opoczyński nie tylko świetnie panuje nad kompozycją swoich reportaży, ale umiejętnie wplata fragmenty o wyraźnie kreacyjnym podłożu tak, by służyły uwiarygodnianiu opowieści. Fikcja na usługach prawdy życia. Idzie między innymi o język, którym mówią bohaterowie Historii komitetu domowego, Gojów w getcie czy Szmuglu w getcie warszawskim. Nasuwają się skojarzenia z dziewiętnastowiecznymi i dwudziestowiecznymi klasykami literatury w jidysz oraz prozy społecznie zaangażowanej doby międzywojnia (na co słusznie zwraca uwagę Polit we wprowadzeniu Autor i jego teksty). Sugestywnie odmalowane postaci, przekonujące portrety ludzkie (cała galeria) generują obrazy zdolne zawładnąć wyobraźnią na moment lektury. W ten oto sposób autor wypełnia nakaz upamiętnienia. Co jednak zostaje upamiętnione? Przede wszystkim gettowa codzienność. Przytoczmy charakterystyczny dla Opoczyńskiego passus: „W mojej klatce huczy. Córka poborcy, której narzeczony zginął w czasie obrony miasta, zaciągając się na ochotnika do oddziału «Dzieci Warszawy », zakochała się w złodzieju i wyszła za niego. Ojciec, chasyd, uciekł od niej jeszcze w czasie bombardowań, ponieważ sprowadziła do mieszkania kilku złodziei jako sublokatorów. Teraz wychodzi za mąż za jednego z nich. Ze zgryzoty ojciec się rozchorował i odszedł z tego świata”. Oto codzienność w niecodziennym świecie.

        Opoczyński reprezentuje odmianę reportażu zaangażowanego, w którym znajdziemy wyraźne deklaracje światopoglądowe. Inaczej niż w kanonicznej wersji gatunku, w której dąży się do ważenia racji (co ma być też jedną z oznak bezstronności reportażysty) Opoczyński wchodzi w role adwokata i prokuratora. Jest obrońcą „człowieka z ludu”. Najbliżsi są mu najubożsi i najmłodsi spośród mieszkańców getta. W równym stopniu przeraża go jednak rozmiar biedy, co bezradność Żydów niepotrafiących się zjednoczyć w obliczu straszliwego niebezpieczeństwa. Pełen bólu i goryczy z ironią, sarkastycznie przywołuje treść antysemickiego sloganu o rzekomej żydowskiej solidarności – w każdym miejscu i w każdym czasie.

        Chyba najpełniej krańcowe emocje reportażysty wyrażają Dzieci na bruku. Posłuchajmy: „Dzieci na bruku to zdumiewająca tragedia, któranie tylko rozdziera serca. Jest czymś, co atakuje mózg. Człowiek zamykaoczy z przerażenia, nie może tego znieść, to dociera do najgłębszychwarstw jego jestestwa, do jego istoty, do jego krwi, to przeżera do szpikukości”. Los żydowskich dzieci żebrzących na ulicach, na tych samych ulicachkonających z głodu, przelęknionych, wywołuje w Opaczyńskim największysprzeciw. Przyprawia o szaleństwo, mąci zmysły. Zarazem jest onmiarą głupoty, niedojrzałości i tego, jak bardzo żydowscy przywódcy niebyli przygotowani do wyzwań czasu, w którym przyszło im żyć. „Czyżpolscy Żydzi, organizując się, nie mogliby niczego osiągnąć? Czegóż tonie można było zrobić w pierwszych miesiącach okupacji? Można byłozapewnić wyżywienie na długie miesiące, jeśli nie na lata, dziesiątkomtysięcy Żydów; można było obuć i ubrać dziesiątki tysięcy pogorzelców,nagich, bosych, ale nie zrobiono tego. [...] Ilu dziesiątkom tysięcy sieroti porzuconych dzieci można było [...] zrabowanym żydowskim dobremzabezpieczyć byt choć na krótki czas wojny! Gdzie była żydowska mądrość,słynna żydowska dalekowzroczność, która nawet po lekcji w Niemczech,w Austrii, w Czechach, ciągle jeszcze nie zrozumiała, co nas czekaw hitlerowskim reżimie okupacyjnym?”. Nie negując racji, które stoją zaoskarżeniami Opoczyńskiego, tym bardziej nie kwestionując żarliwościjego głosu przemawiającego w imieniu tych, którzy mówić nie mogą,trzeba wskazać na sprawę fundamentalną. Jest nią problem odmiennościżydowskiego doświadczenia w czasie wojny. Nawet Opoczyński do końcanie był świadomy tego, w czym uczestniczył jako ofiara. Mimo iż nierazdawał wyraz przenikliwości, potwierdzał, że potrafi widzieć trzeźwo i staćgo na odrzucenie wszelkiej złudy, odruchowo porównywał to, co się działoŻydami z prześladowaniami znanymi już z historii narodu wybranego;nie dostrzegał ich wyjątkowości i niepowtarzalności tych zdarzeń.

        Bez wątpienia najdoskonalszym tekstem w zbiorze Opoczyńskiego jest Żydowski listonosz. Świetnie skomponowany, zwarty, napisany „zawadiackim” stylem, stanowi rzadki w literaturze Holokaustu przykład użycia podobnej stylistyki do wyrażania sytuacji granicznej. Jeśli utwór ten zestawić z Dziećmi na bruku otrzymamy pełny zestaw stylistycznych rejestrów, którymi operuje Opoczyński. Wysokie, patetyczne tony sąsiadują z ujęciem ironicznym, łobuzerskim, gawędziarskim. Opoczyński sprawnie, jak wytrawny reportażysta, wychodzi od pozornie błahych problemów i maluje obraz panoramiczny, przekrojowy, uprawniający do formułowania uogólnień. Podobnie mistrzowsko potrafi Opoczyński, poprzez cierpienie jednostki, wyrazić cierpienie wspólnoty, by mówiąc o gehennie zbiorowości znów powrócić do katuszy pojedynczego człowieka.

        Przerażający los żydowskiego pocztowca to skrót dziejów całego społeczeństwa. W jego tragedii odbija się i przegląda tragedia narodu. Ileż w tym krótkim reportażu prawdy o mechanizmach życia w dzielnicy zamkniętej. Kołatanie listonosza do drzwi wywołuje paraliżujący strach. Ale cierpi nie tylko ten, kto ma otworzyć, cierpi i ten, kto puka, gdy pojmuje rozmiar psychologicznego zniszczenia, jakiego dokonał okupant we wnętrzu rodaków. Cóż zatem pozostaje – nam i pocztowcowi, który za marne grosze roznosi po getcie listy i paczki. Nic poza wysłuchaniem skarg tych ludzi.

Sławomir Buryła

 
źródło: Studia Judaica

 


Copyright © tekst i zdjęcia  Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN [jeżeli nie zaznaczono inaczej]
www.holocaustresearch.pl